Data publikacji: 2 sierpnia 2019

Problemy rynku suplementów diety

Lubimy suplementy, ale wiemy o nich tyle, co nic. Chcemy, by nas leczyły i zastępowały nam tradycyjne terapie, ale też odchudzały, poprawiały naszą pamięć czy apetyt. Łykamy je jak cukierki, podając również dzieciom, zazwyczaj nie konsultując z lekarzem swoich wyborów. A potem niespodziewanie słyszymy w mediach, że nas oszukano i błyskawicznie zniechęcamy się do całej branży. Skąd ten chaos?

Polacy lubią „coś zażywać”

Rynek suplementów diety rozwija się dynamicznie, a Polacy suplementy kochają jak żadna inna nacja, podobnie zresztą przywiązani są do leków przeciwbólowych. Do kupowania i spożywania (choćby okazjonalnego) suplementów przyznaje się 72 proc. naszych rodaków, z czego 48 proc. przyjmuje je regularnie, a jedynie 17 proc. konsultuje to działanie z lekarzem – tak wynika z raportu badawczego „Polacy a suplementy diety” przygotowanego przez  agencję SW RESEARCH w 2017 r. Inne badania wskazują, że suplementy najchętniej kupują osoby starsze (50-70 lat) i głównie kobiety, co daje producentom nadzieję, że zainteresowanie ich produktami będzie wciąż rosnąć – nasze społeczeństwo starzeje się, grupa docelowa będzie się więc już tylko rozrastać. Wartość polskiego rynku suplementów diety szacuje się obecnie na 4,35 mld zł, za rok kwota ta może przekroczyć 5 mld zł. Oferta przeróżnych specyfików rejestrowanych (a właściwie zgłaszanych, gdyż w naszym kraju wciąż nie rejestruje się suplementów) w Głównym Inspektoracie Sanitarnym (GIS) jest coraz bogatsza. Obecnie zgłoszonych jest tam ponad 30 tys. suplementów, a liczba ta powiększa się o kilka tysięcy nazw handlowych każdego roku. Ceny tego typu produktów stale rosną – obecnie średnia cena aptecznego suplementu to ok 16 zł, przybywa  jednak produktów z górnej półki, za które trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych. Mimo skrajnie wysokiej ceny znajdują swoich nabywców, podobnie zresztą jak inne, tańsze środki. Bo my po postu lubimy coś zażywać, lubimy mieć świadomość, że dbamy o swoje zdrowie. Zasadniczo to dobry kierunek myślenia (poza skrajnościami), byłoby jednak korzystniej, gdybyśmy wydawali nasze ciężko zarobione pieniądze na produkty, które rzeczywiście są tego warte. Tymczasem przez brak regulacji na rynku suplementów, przez mylne przekazy medialne i ogólną dezinformację, polski pacjent działa chaotycznie, kupując co popadnie lub zupełnie stroniąc od tego typu produktów. Potrzebny jest złoty środek.

Chaos w tabletkach

Pośród wszystkich suplementów diety, największym powodzeniem nieustannie cieszą się produkty zawierające magnez – to właśnie o nie pyta większość pacjentów przychodzących do apteki po suplement. Inne popularne specyfiki to immunostymulatory, probiotyki, produkty wzmacniające organizm oraz witaminy i minerały dla dorosłych. Na aptecznych półkach (a także w zwykłych sklepach, na bazarach czy w internecie) można znaleźć jednak suplementy diety o wielu innych właściwościach, wspomagające niemal wszystkie aspekty naszego zdrowia, w tym – niestety – czasami również te wymyślone na rzecz reklamy danego specyfiku (np. słynny zespół niepłonącego konara, któremu udało się już wejść do potocznego języka młodych). Aż trudno uwierzyć, że ten gigantyczny rynek dysponujący tak ogromnym potencjałem i rzeszą wiernych klientów wciąż pozostaje w naszym kraju nieuporządkowany. Chaos legislacyjny, zbyt prosty system wprowadzania na rynek nowych produktów i brak kontroli nad tymi już w obrocie (w tym również aptecznym), a także, niestety, nieuczciwe praktyki niektórych producentów sprawiły, że statystyczny współczesny Polak nie ma dużej wiedzy o tym, czym właściwie jest suplement diety. Bardzo często myli go z lekiem  oczekując, że zadziała terapeutycznie i traktując go jako „ścieżkę na skróty” do pokonania poszczególnych chorób (najchętniej z pominięciem gabinetu lekarza). Bywa też tak, że rozczarowany brakiem widocznych rezultatów po regularnym zażywaniu danego środka zniechęca się do wszystkich suplementów, uważając je za oszustwo i wyłudzanie pieniędzy. Problem polega na tym, że nie oszukał go produkt – suplement nigdy nikogo nie wyleczy z żadnej choroby, bo nie taka jest jego rola – ale nieuczciwa reklama sugerująca, że dany środek może to zrobić. Do niedawna producenci czuli się bardzo swobodnie wymyślając reklamy swoich produktów, gdyż kary za nadużycia były stosunkowo niewielkie (można powiedzieć, że ryzyko było opłacalne, zważywszy na zysk z reklam). W 2017 roku do kar nakładanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną dołączył surowy nadzór UOKiK i pierwsze gigantyczne, wielomilionowe kary dla producentów, którzy w swoich przekazach reklamowych kłamali klientom w żywe oczy. Ten ruch (i kolejne) ukrócił oszustwa w radio i telewizji, pozostał jednak bez wpływu chociażby na reklamy internetowe, Polacy nadal więc spotykają się z nieprawidłowym przekazem dotyczącym faktycznych korzyści z zażywania suplementów.

Dla kogo i w jakim celu?

To, czym w rzeczywistości jest suplement diety, mówi już jego dwuczłonowa nazwa – „supplement” to w języku angielskim „dodatek, uzupełnienie”, a „diety” oznacza, że tabletki , proszek czy syrop zawierają to, czego nie udało się pozyskać organizmowi poprzez spożywanie naturalnego pożywienia. Produkty te są skoncentrowanym źródłem witamin lub składników mineralnych, ewentualnie innych substancji (m.in. aminokwasów, kwasów tłuszczowych, antyoksydantów, błonnika oraz substancji roślinnych i probiotycznych) wykazujących efekt odżywczy lub inny fizjologiczny. Oczywiście nie każdy człowiek potrzebuje suplementacji – ostatecznie, przez tysiące lat, jako gatunek nie potrzebowaliśmy żadnych tabletek, a wszelkie potrzebne nam substancje odżywcze czerpaliśmy z pokarmu. Świat się jednak zmienia, a ludzkość jakiś czas temu przestała wkładać do ust to, co zrodziła ziemia i co przebiegło koło domu, a zaczęła żywić się kupnym pokarmem coraz gorszej jakości. Współczesne owoce i warzywa mogą być znacznie uboższe w witaminy i minerały niż te, które jedliśmy jako dzieci (niektóre przyczyny  tych zmian to hodowlane krzyżówki genetyczne i stosowanie sztucznych nawozów), innym produktom trafiającym na nasz stół szkodzi m.in. transport (mrożenie czy nieodpowiednie warunki przechowywania pozbawiają je wartości odżywczych), obróbka termiczna, przetwarzanie (np. mielenie i oczyszczanie zbóż pozbawia je witamin i błonnika), dodawanie do nich środków konserwujących, sztucznych barwników, tłuszczów trans itp. Wiele osób żyje w biegu, dzieląc swój czas między obowiązki zawodowe i prywatne, jedząc głównie fast foody, słodkie i słone przekąski oraz białe pieczywo w różnych postaciach (w tym masowo drożdżówki), po pełnowartościowe produkty sięgając rzadko lub wcale. Jeszcze inni rezygnują z mięsa, jaj czy mleka, nie potrafiąc zastąpić ich wartościowymi, roślinnymi odpowiednikami. Nic dziwnego, że wielu z nas ma przeróżne niedobory, których skutkiem jest np. osłabiona odporność, podatność na infekcje i poważne choroby. Odpowiednio dobrane suplementy wyrównują braki i przywracają równowagę, choć nigdy całkowicie nie zastąpią zdrowej, prawidłowo zbilansowanej diety. Są jednak dobrym wyjściem awaryjnym w razie stwierdzonych (przez lekarza!) niedoborów,  a niektóre z nich mogą być też zażywane profilaktycznie przez poszczególne grupy pacjentów (np. kobiety w wieku okołomenopauzalnym zagrożone osteoporozą).

Skoncentrowana… wiedza o suplementach

Suplementy nie są więc lekami – nikogo nie wyleczą i nie wolno sugerować (w reklamie, na etykiecie, w rozmowie  pacjentami) że mogą to zrobić. Nie są też jednak zwyczajną żywnością, bo zawarte w nich korzystne składniki odżywcze występują w postaci skoncentrowanej i powinny być stosowane u osób z niedoborami (a niektóre również profilaktycznie). Wciąż nie można jednak traktować suplementów jako jednej zwartej kategorii produktów godnych polecenia poszczególnym osobom czy grupom pacjentów. Zbyt łatwa procedura „rejestracyjna” i brak kontroli nad wprowadzanymi do obrotu produktami sprawiają, że rynek zalewany jest przez środki pozbawione jakichkolwiek wartości, o niesprawdzonym składzie, z przekłamaniami na etykietach, w zawyżonych cenach, a czasami nawet o szkodliwym działaniu. Poza dystrybucją apteczną suplementy mogą być sprzedawane wszędzie tam, gdzie pozostała żywność (prawnie przynależą do tej samej kategorii), można je więc kupić również w drogeriach i marketach, ale też na bazarach czy w internecie. Te ostatnie miejsca odstraszają bardziej świadomych klientów, lecz wśród tych łatwowiernych, pragnących taniego panaceum na całe zło, jakiego doświadczają ich organizmy (z nadwagą na czele) budzą duży entuzjazm, chęć kupienia i zażywania. Ta dziko rozrastająca się, zupełnie nieuregulowana gałąź psuje opinię całemu rynkowi suplementów i wymaga natychmiastowego przycięcia przez ustawodawcę. Póki to jednak nie nastąpi, polski konsument musi radzić sobie inaczej. By nie działał na własną rękę, popełniając ciągle nowe błędy i ryzykując rozczarowania i stratę gotówkę (a czasami nawet zdrowia), powstał serwis systematyzujący (docelowo) wszystkie zgłoszone na polskim rynku suplementy diety, analizujący ich składy i sprawdzający rzetelność wytwórców. SUPLINDEX to jeden z pierwszych kroków w kierunku jasnego, przejrzystego rynku polskich suplementów, odsiewający ziarna od plew.

Ciasteczka

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dowiedz się więcej jak je wyłączyć.

OK, zgadzam się
OK, zgadzam się